Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bruno Schulz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bruno Schulz. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 czerwca 2013

Bruno Schulz - Republika marzeń

W tych dniach dalekich powzięliśmy po raz pierwszy z kolegami ową myśl niemożliwą i absurdalną, ażeby powędrować jeszcze dalej, poza zdrojowisko, w kraj już niczyj i boży, w pogranicze sporne i neutralne, gdzie gubiły się rubieże państw, a róża wiatrów wirowała błędnie pod niebem wysokim spiętrzonym. Tam chcieliśmy się oszańcować, uniezależnić od dorosłych, wyjść zupełnie poza obręb ich sfery, proklamować republikę młodych. Tu mieliśmy ukonstytuować prawodawstwo nowe i niezależne, wznieść nową hierarchię miar i wartości. Miało to być życie pod znakiem poezji i przygody, nieustannych olśnień i zadziwień. Zdawało się nam, że trzeba tylko rozsunąć bariery i granice konwenansów, stare łożyska, w które ujęty był bieg spraw ludzkich, ażeby w życie nasze włamał się żywioł, wielki zalew nieprzewidzianego, powódź romantycznych przygód i fabuł. Chcieliśmy poddać nasze życie temu strumieniowi fabulizującego żywiołu, natchnionemu przypływowi dziejów i zdarzeń i dać się ponieść tym wezbranym falom, bezwolni i jemu tylko oddani. Duch natury był w gruncie rzeczy wielkim bajarzem. Z jej sedna wypływała niewstrzymanym strumieniem swada fabuł i powieści, romansów i epopei. Cała wielka atmosfera pełna była tłoczących się wątków fabularnych. Trzeba było tylko nastawić sidła pod niebem pełnym fantomów, wbić pal, grający na wietrze, a już trzepotały dookoła wierzchołka złowione strzępy powieści.
Postanowiliśmy stać się samowystarczalni, stworzyć nową zasadę życia, ustanowić nową erę, jeszcze raz ukonstytuować świat na małą skalę wprawdzie, dla nas tylko, ale podług naszego gustu i upodobania.
Miała to być forteca, blockhaus, ufortyfikowana placówka opanowująca okolicę – na wpół twierdza, na wpół teatr, na wpół laboratorium wizyjne. Cała natura miała być wprzęgnięta w jego orbitę. Jak u Szekspira, teatr ten wybiegał w naturę, niczym nie odgraniczony, wrastający w rzeczywistość, biorący w siebie impulsy i natchnienie z wszystkich żywiołów, falujący z wielkimi przypływami i odpływami naturalnych obiegów. Tu miał być punkt węzłowy wszystkich procesów przebiegających wielkie ciało natury, tu miały wchodzić i wychodzić wszystkie wątki i fabuły, jakie majaczyły się w jej wielkiej i mglistej duszy. Chcieliśmy, jak Don Kichot, wpuścić w nasze życie koryto wszystkich historyj i romansów, otworzyć jego granice dla wszystkich intryg, zawikłań i perypetyj, jakie zawiązują się w wielkiej atmosferze przelicytowującej się w fantastycznościach. 

Bruno Schulz, Republika marzeń, [w:] "Tygodnik Ilustrowany" 1936, nr 29, s. 355-356.
 

sobota, 30 marca 2013

Witold Gombrowicz, Bruno Schulz - Spór o doktorową z Wilczej

Najbardziej spektakularne starcie Gombrowicza z Schulzem miało miejsce na łamach "Studia". Autor Ferdydurke zaatakował przyjaciela przytaczając opinię – nie wiadomo czy rzeczywistej, czy wymyślonej – "doktorowej z Wilczej", która miała powiedzieć: "Bruno Schulz to albo chory zboczeniec, albo pozer; lecz najpewniej pozer. On tylko udaje tak". I rzucił wyzwanie: "Styl Twój filozoficzny, artystyczny, poetyczny nie predestynuje Cię do utarczek z matkami dzieci lekarza. Forma Twoja dzieje się na wysokościach. Nuże! Zliź na ziemię! Puść się w taniec z pospolitą! Pokaż, jak się bronisz przed przygodną! [...] Trzeba rozgrywać się z ludźmi na każdym poziomie i w każdym możliwym przypadku". Schulzowi takie tany najwyraźniej nie były w głowie. Porzucił "rozprutą kukłę" doktorowej  i skupił się na "słabości natury" adwersarza. Dostrzegł w nim dwuznaczną "afirmację i solidarność" z czymś, co jest mu "obce i wrogie". Przyznał się też do pewnego z nim pokrewieństwa: "to tłum w nas przytakuje, drogi Witoldzie, potakujący w nas i zakorzeniony wydaje swój pomruk, zagłusza naszą lepszą wiedzę i podnosi dłonie konwulsyjnie do ślepej aklamacji". Dlaczego, tak spotykając się, równocześnie się rozminęli?
(...)
Obydwaj przecież szermierze posługiwali się różną bronią i uczyli w innych szkołach fechtunku. Ich starcie miało jednak spory rozgłos i wywołało cały szereg nieporozumień, które Gombrowicz musiał cierpliwie tłumaczyć. Nie krył też swojego rozczarowania: "Szlachetny i czysty, ale niepraktyczny poeta wpadł. Przede wszystkim tchórzliwie uciekł przed moją doktorową, maskując odwrót grandilokwencją. Po wtóre, w drugiej części swojej wypowiedzi wystąpił z żartobliwie patetyczną odezwą, która postawiła mnie położeniu nadzwyczaj trudnym". Trudno się dziwić tej reakcji, skoro Schulz nazwał Gombrowicza "wielkim humanistą" i dodawał: "Czemże innym jest Twoja patologiczna wrażliwość na antynomie, jeśli nie tęsknotą do uniwersalizmu, do zhumanizowania niedoludzkich obszarów, do wywłaszczenia partykularnych ideologii i  zaanektowania ich na rzecz wielkiej jedności". Autor Ferdydurke nie był też zadowolony ze swojej riposty na list przyjaciela. Odpowiedź miała być "humorystyczna i bagatelizująca", okazała się "ciężkawa i niedostateczna". Czyżby Schulza trafił w jednak w czuły punkt? Jedno jest pewne: obydwaj z tej potyczki sporo się nauczyli. Gombrowicz wypróbowal skuteczność swojej filozofii na kimś równie wybitnym i, co ważne, w życiu publicznym. Schulz natomiast bardziej wniknął w postawę adwersarza i lepiej określił swoją odrębność.

Aleksander Fiut, Pojedynek o doktorową z Wilczej, [w:] Czytanie Schulza. Materiały międzynarodowej sesji naukowej „Bruno Schulz – w stulecie urodzin i pięćdziesięciolecie śmierci”, red. Jerzy Jarzębski, Kraków 1994, s. 154-158.

piątek, 22 lutego 2013

Bruno Schulz - Ptaki

Pierwodruk opowiadania w "Wiadomościach Literackich" (1933, nr 52, s. 3). Rzecz ukazała się z błędnym imieniem "Bronisław", "spolszczonym" – jak przypuszcza Jerzy Ficowski – przez Mieczysława Grydzewskiego, redaktora tygodnika. Publikacja Ptaków była debiutem prasowym autora. Po latach, odpowiadając na ankietę w "Wiadomościach Literackich" (1939, nr 17), Schulz odsłonił niektóre okoliczności powstania utworu: "pierwszym zalążkiem moich Ptaków było pewne migotanie tapet, pulsujące w ciemnym polu widzenia – nic więcej. To migotanie posiadało jednak wysoki potencjał treści możliwych, ogromną reprezentacyjność, prawieczność, pretensję do wyrażenia sobą świata". Opowiadanie zostało włączone przez Schulza do tomu Sklepy cynamonowe (1934; właściwie 1933). 

Słownik schulzowski, oprac. i red. Włodzimierz Bolecki, Jerzy Jarzębski, Stanisław Rosiek, Gdańsk 2006, s. 297.

czwartek, 22 listopada 2012

Bruno Schulz - Wędrówki sceptyka

Freudyzm i psychoanaliza, teorja względności i mikrofizyka, kwanty i geometrja nieeuklidesowa. To, co przesączyło się przez te sita, to był już świat niepodobny do świata, fauna śluzowata i bezforemna, plankton o konturach płynnych i falujących.
(...) 
I może dobrze się stało, że wszystko legło w gruzy, że niema już żadnych świętości, więzów, praw i dogmatów, że wszystko jest dozwolone i wszystkiego można się spodziewać, że wolno raz według swego kaprysu odbudować się z gruzów - według swojego widzimisię, według swojej chimery, której się jeszcze nie przeczuwa.

Bruno Schulz, Wędrówki sceptyka, "Tygodnik Ilustrowany" 1936, nr 6, s. 112.

niedziela, 16 września 2012

Bruno Schulz - Kometa

Laboratorium ojca było proste: kilka kawałków drutu zwiniętego w cewki, parę słoi z kwasem, cynk, ołów i węgiel – oto był cały warsztat tego przedziwnego ezoteryka.  "Materja, – mówił spuszczając wstydliwe oczy nad swem stłumionem prychaniem – materja, moi panowie"... Nie domawiał zdania, pozwalał się domyślać, że był na tropie grubego kawału, że byliśmy wszyscy, jakeśmy tu siedzieli, gruntownie nabici w butelkę. Ze spuszczonemi oczami ojciec natrząsał się cicho z tego odwiecznego fetysza. "Panta rei" – wołał i zaznaczał ruchem rąk wieczne krążenie substancji. Oddawna pragnął zmobilizować krążące w niej utajone siły, upłynnić jej sztywność, torować jej drogi do wszechprzenikania, do transfuzji, do wszechcyrkulacji, właściwej jedynie naturze. "Principium individuationis furda" – mówił i wyrażał tem swą bezgraniczną pogardę dla tej naczelnej zasady ludzkiej.

Bruno Schulz, Kometa, "Wiadomości Literackie" 1938, nr 35 (774), s. 2.